Kto korzysta z Kindla, wie, że nowo wprowadzone ebooki wyświetlają się na pierwszej stronie. Książkę "Drzewo sprawiedliwości" kupiłam już jakiś czas temu, wrzuciłam na czytnik i powinnam już dawno stracić ją głównego ekranu, ale uporczywie wracała na pierwszą stronę - dziwne... Tak jakby chciała być przeczytana...
Drzewo życia
Książka Moniki Warneńskiej nie należy do najprostszych. Jej zasadniczą częścią są wspomnienia Anny - kobiety ciężko doświadczonej przez los.
Bohaterką jest kobieta, która straciła męża, dziecko, kolejnego męża, bliskich...
Kobieta, która w czasie wojny zaangażowała się w pomoc ludziom narażonym na niebezpieczeństwo. Świadomie nie piszę, że pomagała głównie Żydom, bo to, jakiego wyznania jest osoba potrzebująca, nie miało większego znaczenia.
Kobieta, która przez kilka lat zastępowała matkę dziecku, żydowskiemu dziecku.
Kobieta, która po wojnie musiała to dziecko oddać.
Kobieta, która nie mogła wyrzec się miłości...
Kobieta, która za swoje poświęcenie została wyróżniona medalem Sprawiedliwy wśród Narodów Świata, a w Jerozolimie, w Instytucie Pamięci Męczenników i Bohaterów Holokaustu Yad Washem mogła zasadzić drzewo - drzewo sprawiedliwości...
"Kto ratuje jedno życie - ratuje cały świat" - Talmud
Zasadniczą częścią tej książki są losy postaci fikcyjnej. Ważniejsza jednak jest prawda historyczna, w którą została wpisana fikcyjna Anna. Przecież wiadomo, że takich kobiet były dziesiątki, setki, tysiące... Odznaczenie otrzymało ponad 25 tysięcy osób, z czego ponad 6 tysięcy to Polacy.
A przecież nie o wszystkich Instytut wie, o wielu już się nie dowie...
Przecież nigdy nie bedziemy wiedzieć, ile było osób narażających swe życie dla innych...
Chociażby bezimienna Niemka, która pomogła mojemu dziadkowi uciec z gospodarstwa, do którego trafił w ramach przymusowych robót.
Drzewa sprawiedliwości
Tematyka wojenna wraca do mnie niczym bumerang. Od kiedy jako mała dziewczynka usłyszałam od swojego dziadka o jego doswiadczeniach, nie przestaję drążyć tematu. Czytam, mimo że boli. Łudzę się, że może po którejś książce spłynie na mnie zrozumienie...Nie, wiem, że to pycha; może chociaż dotrze do mnie rozmiar tragedii, jaką była wojna. I jak na razie zyskuje tylko tyle, ze odkrywam coraz więcej jej odcieni...
Takie historie poruszają mnie, wzruszają, wywołują wiele refleksji.
Wiem, że nie można przerwać rozmawiać o tamtych wydarzeniach. To nigdy nie bedzie zamknięty rozdział. Dobrze, że powstają kolejne książki poruszające ten temat (ostatnio choćby "To, co zostało" Jodi Picoult)
"Drzewo sprawiedliwości" to książka nie tylko o holokauście, tragedii i bólu. To też historia o przyjaźni, o byciu matką. Na pewno o człowieczeństwie. O tożsamości, o poszukiwaniu swoich korzeni. To też historia trudnych stosunków polsko-żydowskich.
Czytając o powojennych losach uratowanej dziewczynki, zastanawiałam się, na ile okoliczności w jakich wzrastamy determinują nasze wybory? Na ile wpływa na nas otoczenie?
Książka opisuje też podróże do Izraela. Chciałabym tam kiedyś jechać - do Jerozolimy. Przygotowując ten wpis, odbyłam wirtualną wycieczkę po Instytucie
Yad Vashem. Odnalazłam sporo polskich śladów.
Pomnik Janusza Korczaka
Ściana upamiętniająca Getto w Warszawie
Zdjęcia pochodzą ze strony Instytutu Yad Washem.
Tytułowy cytat pochodzi z omawianej książki.