O książkach Magdaleny Witkiewicz pisałam już wiele razy. Dlaczego? Krótka odpowiedź - bo je lubię. Bo Magdę lubię. Za co? Powodów jest wiele. Po pierwsze - tak Magda, jak i jej książki - są pozytywne, optymistyczne, ciepłe i szczere. Po drugie - nie są skomplikowane, zagmatwane, niejasne. Po trzecie są bliskie życiu. Magda dotyka w swoich książkach tego, z czym na co dzień stykają się kobiety. Pisze o kobiecych problemach, troskach, radościach, marzeniach. Pisze bez ozdobników, rozbudowanych metafor - wszystko jest takie lekkie i naturalne. Sama jest świetną, życzliwą, pełną energii i pomysłów kobietą, która fantastycznie odnalazła się w roli pisarki. Zaangażowana w stu procentach, bo jak inaczej określić kogoś, kto w trakcie rozmowy nagle się zawiesza i pyta: "Czy myślisz, że o tym mogłabym napisać? Czy taki tytuł się spodoba?" A za chwilę słysząc jakąś opowieść, wykrzykuje - "Muszę o tym napisać!" Pozytywna, kochana wariatka - mam nadzieję, że się na mnie za te słowa nie obrazi.
