Pokazywanie postów oznaczonych etykietą 6/6. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą 6/6. Pokaż wszystkie posty

piątek, kwietnia 21, 2017

"Jak sobie zagrabisz, tak będziesz żyć" - "Kwietniowa czarownica" Majgull Axelsson

"Gdyby Margarecie kiedykolwiek przyszło do głowy wyhaftować na makatce swoje życiowe credo, to soboty stałyby się punktem wyjścia. Napisałaby: "Jak sobie zagrabisz, tak będziesz żyć". Bo tak było. Tak jak grabiły, tak żyły. 
Ledwie Ciocia Ellen znikała z ich pola widzenia, Birgitta rzucała grabie w trawę, podkradała się pod dom i niewidoczna z kuchennego okna, siadała pod ścianą i patrząc spod grzywki, ogryzała paznokcie. Do krwi. 
Margaretta gardziła nią za to. Ona nie chciała się wymigiwać, przeciwnie, zależało jej na tym, żeby podwórko ładnie wyglądało. Zamaszyście machała grabiami, rysowała kwiaty, konie cyrkowe i księżniczki, po czym wybuchała płaczem, widząc rezultaty. Wcale nie było widać, jak bardzo się stara! Nic a nic. 
Tylko Christina grabiła, jak należy, pod jej grabiami żwir układał się w równiutkie pasemka. Najpierw robiła swoją część, potem Margarety, a na końcu Birgitty. Nigdy nie narzekała, trochę się tylko obawiała, że zostanie na tym przyłapana i pracując w pośpiechu - dla sióstr - rzucała lękliwe spojrzenia w stronę kuchennego okna.
Chociaż... siostry jak siostry..."

środa, kwietnia 05, 2017

To były naprawdę magiczne lata... "Magiczne lata" Robert McCammon

I kolejna wspaniała powieść! Mam ostatnio szczęście do powieści wybitnych. "Magiczne lata" Roberta McCammona na pewno zajmą miejsce na półce z najlepszymi lekturami. Autor we wstępie wyraził nadzieję, iż powieść zabierze mnie w miejsca, o których zdążyłam zapomnieć. Zabrała! Pobudzi magię, którą mam we krwi. Pobudziła! Przypomni "czarodziejskie miejsca i czarowne czasy". Przypomniała!
Ta książka jest jak skrzynia ze skarbami - mieliście taką  w dzieciństwie? Wkładało się do niej najważniejsze wówczas przedmioty - kamyki z wycieczki, list od koleżanki,  ładny guzik, kartkę z kalendarza z ciekawa sentencją, itp. Cory - główny bohater powieści też taką miał.

czwartek, marca 30, 2017

Kim jesteś Brilko? - "Ósme życie" Nino Haratischwili t.1 i 2

Zanim sama sięgnęłam po książkę Nino Haratischwili, wielokrotnie wpadł mi w oczy tytuł. Wiele osób polecało po prostu "Ośme życie". I muszę przyznać, iż wszyscy polecający mieli rację. To naprawdę genialna powieść! Posłużę się zdaniami z okładki - "to powieść, na jaką czeka się latami: epicki rozmach, pełnokrwiści bohaterowie, wielkie namiętności i cudowny, plastyczny styl". Na mnie zrobiła ogromne wrażenie.
Ale dopiero gdy wzięłam książkę do ręki, w oczy wpadło mi to, co w nawiasie - dla Brilki. Po kilku stronach zaczyna się wyjaśniać, kim ona jest, ale żeby dowiedzieć się więcej, trzeba przeczytać całość, dwa tomy, ponad tysiąc stron.


wtorek, lutego 07, 2017

Droga Marylo! - rzecz o profesorowej Szczupaczyńskiej

Droga Marylo Szymiczkowa,

 mam nadzieję, iż mój list zastanie Cię w dobrym zdrowiu. Piszę, by wyrazić swój zachwyt nad powieściami, w których bohaterką uczyniłaś niezwykłą kobietę - profesorową Zofię Szczupaczyńską -  kwiat krakowskiego mieszczaństwa.  "Tajemnica Domu Heclów" oraz "Rozdarta zasłona" to książki, które zdobyły moje serce.
 Piszę z dalekiej Irlandii, by przekazać Ci, iż masz we mnie wielką wielbicielkę Twojego talentu. Podziwiam precyzję, ogrom pracy włożonej w w odtworzenie klimatu Krakowa końca XIX wieku. Chylę czoła.

czwartek, września 29, 2016

Zaklęty i opowiedziany. Czas wg Ałbeny Grabowskiej - "Alicja w krainie czasów"

O Alicji w Krainie Czarów słyszał chyba każdy. Może nie wszyscy znają ją z powieści Lewisa Carrolla, a bardziej z którejś z adaptacji, ale na pewno jest to postać niezapomniana i kultowa. Jej magiczna podróż do fantastycznej krainy odkąd pamiętam wzbudzała we mnie wiele emocji. Alicja stała się dla mnie na tyle ważna, że jej imię dałam córce. Moja Alicja też ma swój świat, do którego nie zawsze mam dostęp.
Ale dziś chciałam o innej Alicji. Księgopolskiej. Bohaterce powieści Ałbeny Grabowskiej. Jej Alicja skrywa się w krainie czasów. Jest owocem romansu hrabiego Jana Księgopolskiego oraz służącej Natalii. Jej pojawienie się na świecie było związane z wypowiedzeniem wielu zaklęć, wiarą w moc ziół, księżyca, z wielkim pożądaniem, ale i ze złymi urokami. Alicja to niezwykłe dziecko, które niestety nie zaznało miłości. Samotna dziewczynka ma swój świat - bacznie obserwuje, co się wokół niej dzieje, czyta, pyta, sama dla siebie zakłada kluby  - opowiadaczy, poszukiwaczy, odkrywców, wyjątków. Jest ich prezesem i jedynym członkiem, ale ich istnieje pozwala jej porządkować myśli. Koniec XIX wieku to nie był dobry czas dla dziewczynki tak inteligentnej jak Alicja. Tylko dzięki jej uporowi, mądrej ciotce i guwernantce nauki nie skończyła na kursie haftowania. Uczyła się między innymi matematyki i chemii. Pomimo wielu przeczytanych książek i mądrych nauczycieli nie potrafiła zrozumieć, czemu otacza ją wrogość i pogarda; dlaczego rodzice jej nie kochają; czemu nie może uzyskać odpowiedzi na wiele pytań. Gdy w końcu dowiaduje się kim jest, wcale nie jest łatwiej. Wprost przeciwnie...

piątek, sierpnia 26, 2016

"Przeszłość jest to dziś - tylko cokolwiek dalej" - "Pokolenia. Wiek deszczu, wiek słońca" Katarzyny Drogiej

Słowa Cypriana Kamila Norwida zacytowane w tytule pojawiały się w każdym numerze ostrołęckiego tygodnika. Na długo przed tym jak poszłam na studia i swoje życie związałam z polonistyką, widziałam te słowa, nie analizując ich głębszego sensu. Jako młoda dziewczyna nie zastanawiałam się, jak wyglądało życie moich dziadków. Jak żyli mieszkańcy wiosek, gdzie spędzałam wakacje. Nie pytałam, nie zapisywałam ich wspomnień, nie wsłuchiwałam się w nie. Potem coraz rzadziej bywałam u dziadków. Wiadomo - szkoła, studia, rodzina, dzieci. Coraz bardziej nurtowały mnie pytania o przeszłość. Coraz więcej czytałam, szukałam odpowiedzi. Gdy dojrzałam do tego, by rozmawiać - dziadkowie coraz mniej pamiętali... A potem nie miałam komu zadawać pytań.

czwartek, sierpnia 11, 2016

Baśniowo, mitycznie, sennie, pięknie - "Baj-o-dużenie" Patrycji Prochot-Sojki


Urzekła mnie ta powieść. Oczarowała.
Nierozgłoszona, nierozreklamowana, dostatecznie niezrecenzowana, chociaż nagradzana. W tym roku zakwalifikowana do Literackiej Nagrody Europy Środkowej "Angelus", a kompletnie nieznana czytelnikom. Czemu? Zgłoszona do Festiwalu Literatury Kobiet w Siedlcach, a my, recenzentki nie dostałyśmy nawet pliku. Nie wiem, czy mam nosa czy intuicję, a może przekorę, by zdobyć to czego nie mam, ale napisałam do wydawnictwa i udostępnili mi plik pdf. I przepadłam. Ta książka jest magiczna.

To powieść - nie-powieść. To zbiór opowiadań luźno ze sobą powiązanych. Elementem łączącym jest miasto. W pierwszej części zatytułowanej Przed nosi nazwę Ziegenhals, w drugiej Po są to już Głuchołazy. Wyszukałam sobie to miejsce na mapie - to miasto graniczne, jak podaje Wikipedia położone na styku Gór Opawskich (Sudety), Przedgórza Paczkowskiego (Przedgórze Sudeckie) i Płaskowyżu Głubczyckiego, nad rzeką Białą Głuchołaską i nad potokiem Starynka. Już brzmi ciekawie, prawda? Nie znam tamtych stron, ale miasto przedstawione w książce "Baj-o-dużenie" Patrycji Prochot-Sojki to miejsce absolutnie wyjątkowe.

piątek, kwietnia 01, 2016

Gdzie bohaterem jest księżyc i ocean - "Księżyc myśliwych" Katarzyny Krenz, Julity Bielak

"Księżyc myśliwych" to książka dwóch autorek, które poznały się w internecie - Katarzyny Krenz i Julity Bielak. Nie widziały się, nie wiedziały zbyt wiele o swoim życiu, ale spotkały się na kartach stworzonej przez siebie powieści. Obie  wyjątkowo wrażliwe,  nie śpieszące się, wpatrzone w księżyc, znaki, wsłuchane w głosy. Stworzyły niepokojącą opowieść z mnóstwem odwołań do książek, muzyki i filmów - zwłaszcza Bergmana,  gdzie rzeczywistość jest nierzeczywista.  Dużo można się dowiedzieć o autorkach i książce ze świetnego artykułu - wiele wyjaśnia, warto zajrzeć.

"Księżyc myśliwych" to przede wszystkim piękna proza, subtelna i klimatyczna, misterna i skomplikowana, niełatwa i wymagająca, ale wywołująca wiele emocji. To książka pełna niedopowiedzeń, a jednocześnie tak pełna znaczeń, że aż gęsta.

wtorek, lutego 23, 2016

Najdziwniejszy superbohater - "Mężczyzna imieniem Ove" Fredrika Backmana

Ta powieść sprawiła, że mąż musiał mnie długo uspokajać. Po raz pierwszy po lekturze książki przyszłam do niego zapłakana i po prostu się przytuliłam. Biedak nie wiedział, co tym razem wymyśliła jego żona. Często nie nadąża za moimi humorami i kaprysami, ale wiernie przy mnie trwa.
Gdy w końcu przestałam szlochać i nieskładnie zaczęłam opowiadać o facecie, który uznawał tylko saaby, tolerował volvo, pokłócił się z najlepszym przyjacielem tylko dlatego, że ten kupił BMW, mąż przytulił mnie jeszcze mocniej i  powiedział, że rozumie, bo beemkami jeżdżą tylko ... Nie napiszę, jakich słów użył, ale było to raczej bliskie stereotypowemu postrzeganiu właścicieli tych aut.
Jednakże uwaga mojego męża sprawiła, że znów się rozpłakałam. Rozryczałam się. Ze łzami w oczach i zasmarkanym nosem popatrzyłam na mojego mężczyznę i poważnie, acz retorycznie, spytałam go - czemu nie czyta książek? Ta by mu się spodobała.
Czemu o tych samochodach piszę? Autor powieści "Mężczyzna imieniem Ove" Fredrik Backman kilka razy w powieści przytacza zdanie:
"Na pewno istnieją ludzie, którzy nie wierzą, że można wytłumaczyć uczucia mężczyzny poprzez samochody, jakimi jeżdżą."
 Mój mąż zdecydowanie wierzy. Rzadko mu opowiadam o swoich lekturach; o tej bardzo chciałam porozmawiać i mogłam to zrobić tylko w ten sposób. Jestem pewna, że małżonek zrozumiał mój płacz, bo on kocha auta, a saaby uwielbia. Bo jak Ove wie, o co powinien walczyć.

środa, lutego 10, 2016

Kto sieje zło, zbiera nieszczęście - "Żniwa zła" Robert Galbraith

English Market w Cork
Tak jak kiedyś spieszyłam się do księgarni, by kupić kolejną książkę z serii o Harrym Potterze, tak teraz czekam na kolejne książki o Cormoranie Striku. J. K. Rowling potrafi pisać, potrafi tworzyć napięcie. Umie budować atmosferę, tworzyć fikcyjne światy, odmalowywać miejsca, kreować postacie - i to w jej powieściach jest najciekawsze.  Gdy tylko w pojawiła się jej najnowsza powieść w postaci ebooka i mogłam ją mieć niemalże od ręki, bez namysłu po nią sięgnęłam. Joanne po raz kolejny  kryjąca się pod pseudonimem Roberta Galbraitha, który jak sama pisze jest jej placem zabaw, wie, iż  nie musi pracować. Dożywotni dochód zapewnił jej Harry Potter  i nie ma w tym żadnej magii - jest praca i talent. Tworzenie kolejnych powieści jest tym, co prawdopodobnie po prostu lubi. Pisanie o zbrodniach, psychopatach sprawiało jej frajdę.  Czuć jej pasję, czuć jej emocje. Nie zawiodłam się. A powiem więcej, czekając na najnowszą książkę tej serii miałam nadzieję, że w końcu   dowiem się więcej o głównych bohaterach i dostałam właśnie to czego chciałam.


czwartek, stycznia 28, 2016

Zatańczyć raz jeszcze... "Co się wydarzyło w Madison County" Robert James Waller

Nie wiem, czy chcę Wam o niej opowiedzieć. Nie wiem, czy chcę się nią dzielić. Chciałabym ją schować, traktować jak skarb.  Jest piękna. Jest moja, o mnie, dla mnie, będzie ze mną. Będę do niej wracać. Jeśli nie do całej historii, to do zaznaczonych fragmentów. Będę znów je przeżywać. Będę znów płakać.  I od razu uprzedzam pytania - nie pożyczę jej. Żadna inna książka nie poruszyła mnie tak jak ta. "Co się wydarzyło w Madison County" Roberta James'a Wallera jest tą, którą jako pierwszą wyniosę z płonącego domu.

"Są pieśni, które wznoszą się znad błękitnej trawy, z kurzu tysięcy polnych dróg. Ta jest jedną z nich."


wtorek, grudnia 08, 2015

Wyimki z Ziomeckiego

Nie chcę, by te zdania mi uciekły. Chciałabym do nich wracać. Chciałabym, by zachęciły Was do sięgnięcia po rewelacyjną powieść Mariusza Ziomeckiego "Mr Pebble i Gruda"



"Co ja tu robię - daleko od nich? W obcym kraju, którego problemy nie są moimi problemami, a który wbrew obietnicom, nie chroni... Czuje przyplyw tęsknoty za szorstką wesołością mojego rodzeństwa, bezpiecznym gwarem rodziny. I za poczuciem ciepła, jakie daje bliskość znajomych kątów. Wreszcie za doliną tamtej rzeki, moim matecznikiem, prawdziwym punktem zero naszego wszechświata."

"Emigranci są nielogiczni. Opuszczają rodzinny kraj, bo nie potrafią w  nim dalej żyć, ale w nowym miejscu irytuje ich wszystko, co jest inne."

"U progu dorosłości, gdy uwalniamy się od rygorów rodzinnego domu, wolność uderza do głowy jak musujące wino. Bawimy się wtedy z energią, jakiej nie mamy nigdy potem, a przyjaźnie dają nam nowe poczucie bezpieczeństwa. To niewzruszona wiara, że na naszych przyjaciół możemy liczyć zawsze i że zrobią dla nas wszystko bez zadawania pytań i podzielą się z nami ostatnią kromką chleba, daje nam odwagę do ostatecznego opuszczenia świata dzieciństwa i rodziców."


Totalnie - "Mr Pebble i Gruda" Mariusza Ziomeckiego

Na długo zostanie ze mną ta historia. Długo będę myśleć o rodzinie Kamyków, w końcu poznawałam ich prawie miesiąc. W końcu odsłaniali swoje rodzinne tajemnice przez prawie tysiąc stron.  To nieprzeciętna rodzina. Nie da się ich zapomnieć. Słuchałam opowieści Jana Kamyka - głównego bohatera i narratora. Poznałam jego syna, chłopca z zespołem sawanta, rodzeństwo, rodziców, przyjaciół, a przede wszystkim żonę - Mariettę.  Pomimo tego, że na pierwszych stronach powieści dowiedziałam się, że nie żyje, to jest ona postacią zaborczą, obecną w pamięci nie tylko jej męża.
Ale po kolei - książka Mariusza Ziomeckiego "Mr Pebble  i Gruda" jest dobra jak scenariusz najlepszych hollywoodzkich produkcji - najpierw trzesięnie ziemi, a raczej skok kobiety z dachu, a potem jest tylko mocniej. Ciekawiej. Jak w dobrym wysokobudżetowym filmie bohaterów dużo - wszyscy charakterni, nieprzeciętni. Miejsc akcji też dużo - jest nawet międzykontynentalnie.
Jan Kamyk to poeta, który opuścił Polskę w 1985 roku  po tym, jak jego żona popełniła samobójstwo. Wyjechał z kraju, który go zawiódł. Był na tyle rozczarowany, że zmienił nazwisko, nie chciał  nawet utrzymywać kontaktów z rodziną. Nie chciał wracać. Ale przeszłość go odnajduje. I następuje wielki come back.


niedziela, października 04, 2015

Obowiązkowo, gdy się tęskni. "Kochana moja. Rozmowa przez ocean" Małgorzata Kalicińska i Barbara Grabowska


Podobno, żeby zrozumieć własny świat, najpierw trzeba zanurzyć się w obcym. Chyba coś w tym jest, bo z  niemalże maniakalnym uporem wchodzę w kolejne fikcyjne, literackie światy, by wracać do swojego. W każdej książce szukam czegoś dla siebie, o sobie. Świat przedstawiony daje tylko namiastkę takiego zanurzenia - jakże cenna to namiastka:)  Jednak czasem trafia się na książki, które powstają na podstawie prawdziwych doświadczeń i przeżyć. Pozwalają bardziej poznać świat czyichś emocji, a przez to uważniej przyjrzeć się swoim.
Ostatnio czytałam książkę Małgorzaty Kalicińskiej i Barbary Grabowskiej "Kochana moja. Rozmowa przez ocean". I od razu muszę zaznaczyć, że słowo rozmowa jest tu kluczowe. To nie jest powieść, tu nie ma fabuły, akcji. Są dwie narratorki - dwie rozmówczynie. Dziesiątki maili. Matka i córka. Dwie kobiety, którym przyszło żyć  z dala od siebie. Dzieli je tysiące kilometrów, ale ich myśli wciąż krążą wokół siebie. Gdy Małgorzata budzi się w swoim domu, gdzieś na mazowieckiej wsi, Basia w swoim mieszkaniu w Sydney szykuje się do snu. Jeszcze tylko wysyła mamie e-mail: „Wiesz, mamo, nauczyłaś mnie, że dom to jednak dom. Miejsce, gdzie nawet jeśli przyjadę w środku nocy, ty wyjdziesz w szlafroku i nalejesz mi talerz zupy. Wariatka jesteś, zmieniasz się jak kameleon, czasem trudno dotrzymać ci kroku. Ale tam, gdzie jesteś, jest dom. I zawsze będę za tym tęsknić”.

wtorek, września 08, 2015

Obłędnie! "Lot nisko nad ziemią" Ałbeny Grabowskiej

Zakładając blog, postanowiłam sobie, że albo pisze po mojemu albo wcale. Miałam jedno ważne założenie - nie powielać tego, co już było, tego, czego wokół jest pełno.  Nie wbijać się w jakieś szablony (powiedziała ta, która korzysta z darmowego blogerra:P). Wyrażać własne zdanie. Nie chcę pisać krótkich streszczeń i pustych polecanek. Nie chcę u siebie pisać, że coś mi się podobało,  przeczytajcie koniecznie. Chciałabym, żeby każdy wpis  był zestawieniem mnie, mojej osobowości, tego, co mnie otacza i wrażeń po lekturze. Czemu o tym piszę? Bo czytam dużo recenzji. Czytam sporo książek i męczą mnie te podobne do sobie. W przypadku książki, o której chcę dziś napisać jest inaczej. Powieści Ałbeny Grabowskiej wyłamują się ze schematów. Ałbena pisze inaczej. Wyróżnia się stylem, sposobem obrazowania, portretowania. Wyróżnia ją wrażliwość, celność spostrzeżeń, psychologiczna głębia spojrzenia i piękny, plastyczny język.

Po mocnej "Lady M", zaskakującej historii "Coraz mniej olśnień" i fascynującej sadze o losach Winnych przyszła kolej na smutną opowieść o pewnej kobiecie.


piątek, sierpnia 21, 2015

Błądziłam, czasem błądzę... "Zabłądziłam" Agnieszki Olejnik

Tyle planów, pomysłów, zaczętych postów, przeczytanych książek. Czasu też trochę, ale brakuje podstawowych elementów. Chęci. Energii. No może siły też trochę brak. I tak ten stan sobie trwa. Miesiąc prawie nie mogę się zmobilizować... Ale dość folgowania sobie!

Na ile to możliwe korzystam z wakacji.  Staram się wykorzystywać każdą chwilę, gdy świeci słońce - rzucam każdą pracę, gdy jest pogodnie. Wychodzę z domu. Tylko, że moje wakacje od roku szkolnego różnią się tym, iż teraz dzieci są  w domu non stop...  Że trzeba im organizować czas, zapewniać atrakcje, zawozić, przywozić, itp.
Ale nic to.  Według irlandzkiego kalendarza już jesień. Czuć ją. Za chwilę wrzesień. Obowiązków będzie więcej, ale inaczej się rozłożą. Wykroję dla siebie chwilę w ciągu dnia. Mam nadzieję...

Boleśnie odczuwam brak słońca. Oj, nie ma go w tym roku tyle, ile bym potrzebowała. Brakuje mi go. Wcale kości nie wygrzałam. Nie opaliłam się. Nie naładowałam akumulatorów. Gdy nie ma słońca w październiku czy listopadzie to jest to jakoś zrozumiałe. Ale żeby nie było w lipcu, sierpniu?! Granda! Tegoroczne lato w Irlandii jest fatalne. Pogodnych, ciepłych dni - jak na lekarstwo. Przekłada się to na mój nastrój. Ciągle czuję się zmęczona, przygnębiona. Tutejsi lekarze i farmaceuci zalecają spożywanie witaminy d. Problem ma rozwiązać słońce w kapsułce, ale mnie ono chyba nie pomaga.


wtorek, lipca 14, 2015

Jak rodzi się uczucie? "Ja, judaszka" Ewy Bartkowskiej


Miarą dobrej książki jest liczba zaznaczonych fragmentów. Im więcej zdań chcę zapamiętać, im dłużej chcę o książce opowiadać posługując się cytatami, bazując na konkretnych zdaniach, tym chętniej książkę polecam, tym czulej ją traktuję. Tak było z książką "Ja, judaszka" Ewy Bartkowskiej - co chwile coś podkreślałam, zaznaczałam.
Lubię, gdy ktoś czule obchodzi sie z językiem, gdy opisy są bogate, oryginalne. Zaznaczony przeze mnie cytat nie musi odkrywać niczego nowego - dla mnie wystarczy brzmienie słów, ich połączenie.

- "(..) Liczby są jak słowa, musisz je uporzadkować, znaleźć odpowiednie i umieścić we właściwym miejscu - tłumaczył(...).
- No co ty mówisz! - oburzyłam się - Słowa są plastyczne, zmienne, kapryśne, umykają, żyją własnym życiem. A te twoje równania  są nudne, nie ma w nich miejsca na niespodziankę, tylko jeden wynik jest właściwy. Jak możesz porównywać nieprzewidywalność ze słupkami?"

Judaszka, bo tak o książce myślałam, mnie zafascynowała. Jest piękna. Jest inna.
Co najbardziej mi się podobało? Nazywanie uczuć, ich opisywanie. Pochylenie się nad rodzącym się uczuciem, nad procesem. Autorka pokazała wszystkie etapy bardzo szczegółowo.
Nie ma tu wielu wydarzeń. Widzałam zarzuty, że książka się rozczula, iż jest przegadana.
  Według mnie to skupienie się nad uczuciowością wrażliwej dziewczyny, kobiety, a tym bardziej nad wrażliwością mężczyzny było niezwykłe. Zaznaczałam sobie zdania, jak bohaterowie odkrywają w sobie nowe emocje.


wtorek, marca 10, 2015

"Plecie się tak, plecie..." - "Stulecie winnych. Ci, którzy przeżyli" Ałbeny Grabowskiej-Grzyb


Chylę czoła przed znakomitą autorką - Ałbeną Grabowską-Grzyb, której książka "Stulecie winnych. Ci, którzy przeżyli" dosłownie wbiła mnie w fotel. Pomimo, że fabuła to nic nowego - życie rodziny na przełomie lat; w tle historia, o której też już dziesiątki razy pisano, to Stulecie wciąga,  wzrusza, fascynuje. Treść można streścić naprawdę krótko - losy rodziny Winnych od 1914 do 1939 roku. Można też nieco szerzej - losy bliżniaczek pozbawionych matki, ich samotnego ojca, silnej babci. jej męża - niezłomnego, choć niejednoznacznego.  Kuzynów. Sąsiadów. W zasadzie tyle. Ale nie chodzi o to - ile, ale jak. Ile uczuć, refleksji, dreszczy,  a nawet łez! Serce bije mocniej, czas ucieka niepostrzeżenie, strony się szybko przekłada, bo przed oczyma wyobraźni maluje się wspaniała historia - nieważne jak banalnie to zabrzmi - taka z życia wzięta...

poniedziałek, lutego 09, 2015

"Dziś jest o wiele ładniej niż wczoraj" - "Magnolia" Grażyna Jeromin-Gałuszka


Tylko czekać aż zakwitną magnolie i inne kwiaty. Pomimo porannych przymrozków w powietrzu już czuć wiosnę. Uwielbiam ten czas w roku. Co prawda w Irlandii cały rok jest zielono, cały rok coś kwitnie, ale właśnie teraz, lada chwila, cała tutejsza roślinność ponownie będzie mnie oczarowywać... Nie znudzi mi się to nigdy.

Podobnie jak książki.  Wciąż mnie zadziwiają. Sięgam po kolejne, oczekując oczywiście ciekawej opowieści, nowych postaci, emocji i okazuje się, że wciąż mnie zaskakują. Ogromną zaletą książek jest to, że każdemu pokazują coś innego, każdy odnajdzie w nich coś dla siebie, każdy może w nich skrytykować coś innego... Dla mnie to magia! Wziąć w ręce zbiór zadrukowanych kartek -  gdyby nie okładki rozróżniające, to przecież tak  do siebie podobnych. Wejść w historię stworzoną przez kogoś całkiem obcego i  odkryć tyle dla siebie i o sobie... Oczyma wyobraźni przenieść się w zupełnie inne miejsce. Pomimo, że przeczytałam setki książek one naprawdę wciąż mnie zaskakują... I jak  nie czytać?!

Czasem trafiam na takie, które  rozkładają mnie na łopatki. Dobry Boże! Jak to dobrze, że są książki. Że są taakie książki. Takie zwyczajne, a tak poruszające. Nie dziwię się, że "Magnolia" została nagrodzona na ubiegłorocznym Festiwalu Literatury Kobiecej w Siedlcach. Grażyna Jeromin-Gałuszka zdobyła nagrodę pióra. Była też nominowana przez jurorki polonijne. Licząc na podobne wzruszenia i zaskoczenia, tym bardziej się cieszę, że będę mogła czytać książki zgłoszone do tegorocznego konkursu. Jestem zaszczycona tym wyróznieniem:)


Głównym bohaterem jest Filip - pilot. Właśnie traci pracę, chwilę później odchodzi od niego żona. Na dodatek okazuję się, że ma problemy z sercem. Zostawia wszystko za sobą. Wyjeżdza. bez planu, bez celu. Zatrzymuje się gdzieś w Bieszczadach, zdawałoby się na końcu swiata, na starej stacji, spotyka mężczyznę, który chce sprzedać pensjonat - Filip bez namysłu go kupuje... Banalnie? Ckliwie? Tylko do tego momentu. 

W Magnolii - bo tak nazywa się nowy nabytek, Filip poznaje kilka kobiet. I to one mnie zaskoczyły najbardziej. Czasem są irytujące, zrzędliwe. Cały czas gadają, przekomarzają się, dogryzają sobie, ale te ich trajkotanie, nadaje życiu Filipa sens. 

Gdzieś nad Osławą w Bieszczadach (zdjęcie znalezione na edupedia.pl)
Jakże ja się odnalazlam w tej wrażliwości bieszczadzkiej! Wokół wzgórza niczym te moje irlandzkie. Zapatrzenia na to, co codzienne, powtarzalne, a przecież tak wartościowe, bo najbliższe. 

Oysterhaven - ukochany zakatek Irlandii
Z przyjemnością przysłuchiwałam się rozmowom prowadzonym w pensjonacie. Wsłuchiwałam się w czasami gorzkie słowa Cześki, podziwiałam ją za ogarnianie całego pensjonatowego zamętu. Dumałam nad  jej świadomością przemijalności. Czekałam na wielki sekret umierającej babki. Zastanawiałam się, jaki sekret skrywa Marlena, która uciekła od chaosu miasta i jego bezsensownej gonitwy. Odnajdywała swoj spokój w filiżance kawy wypitej wśród znajomych, w prasie -niekoniecznie bieżącej. Pragnąca wytchnienia kobieta dzielnie angażowała się, gdy ktoś potrzebował pomocy. 
Któregoś dnia w pensjonacie zjawia się Doris i zapada w sen. Po kilku dniach wpada w trans tworzenia. Nie chce o sobie zbyt wiele mówić, a gdy w końcu zaczyna, wszystkich zaskakuje. Powiem tylko, że pieniądze nie są dla niej najważniejsze.  Wszystkim się zachwyca, nawet wyliniałym kundlem, którego nazywa  Absurdem.
Co pare dni w pensjonacie zjawia się Tuśka - pozornie beztroska nastolatka, która przychodząc po resztki dla psa, opowiada romantyczną historię sprzed lat. Ani słowem nie wspomina o rodzinnych problemach. 
Jest jeszcze Olga przywożąca warzywa. Wiecznie uśmiechnięta, pomimo trudnej sytuacji, z jaką na co dzień musi się zmagać. 
Gdzie w tym wszystkim  jest Filip? Trudno jest mu się odnaleźć w tym miejscu. Nie potrafi się zaangażować. Nieco zbyt póżno zaczyna doceniać to miejsce i te kobiety... Ale oczywiście, nie mogę Wam napisać dlaczego:)

Dworzec kolejowy w Cork - pusta stacja to ważne miejsce w "Magnolii" 
Wątki się mieszają, zaskakują, ale od tej opowieści bije przede wszystkim spokój i ciepło. Znalazłam humor, trochę wzruszeń, trochę groteski, garść życiowych mądrości umiejętnie wplecionych, sporo miłości, serdeczności i dobrej energii.  Bardzo mi się podobał język - dowcipny i oryginalny. Naturalny, a jednocześnie wyróżniający tę książkę spośród wielu innych. Wykorzystam opinię jednej z blogerek polonijnych,  Ani Kubicy - ta "książka ma fajnego twista". Aniu, Kasiu - dziękuję za rekomendację -"Magnolia" jest bardzo pozytywnie zakręcona. 
Pokazuje, jak ważne jest, by czerpać radość z każdej drobnej chwili i doceniać jej wartość. Idealnie wpisuje się w mój sposób myślenia, bowiem każdego dnia staram się zauważyć jego pozytywy, szukam ich. Każdym dniem się cieszę. Tego chciałabym nauczyć moje dzieci.
 "Magnolia" ta taka swojska apoteoza hasła carpe diem

Zakończenia nie zdradzę. Nie odbiorę Wam tej przyjemności albo inaczej - tych wzruszeń, tego zaskoczenia. Ale powiem tylko, że pada tam zdanie: "zostają tylko złudzenia" ...
A ja przecież "jedyne co mam,  to złudzenia..."



Pani Asiu - ta piosenka jest dla Pani:) Zawsze jest czas, by poszukać siebie!

środa, stycznia 07, 2015

"Miejcie odwagę - nie tę jedniodniową" - "Pierwsza na liście" Magdaleny Witkiewicz


Podobno już w czasach starożytnych żonkil był symbolem nadziei na nowe życie - odrodzenie. Dzisiaj ten wiosenny kwiat jest symbolem nadziei w walce z chorobą nowotworową. Dowiedziałam się, że symbolizuje też triumf poświęcenia nad egoizmem, miłości nad śmiercią. Subtelność, barwa i zapach podobno oznacza również kruchość i ulotność życia. Uwielbiałam te kwiaty, nie wiedząc tego. Teraz będę na nie inaczej patrzeć, przede wszystkim dlatego, że będą mi się kojarzyć z okładką najnowszej książki Magdaleny Witkiewicz. I już wiem, czemu autorka tak upierała sę, aby właśnie ten kwiat znalazł się na jej okładce. 
Na wiele rzeczy nie mamy wpływu - na pogodę, kataklizmy, żywioły. Czasami zaskakuje nas także choroba -  pojawia się i zmienia wszystkie priorytety. Często jesteśmy zdumieni wyborami osób z naszego otoczenia. Gdy te decyzje w krzywdzący sposób dotyczą nas, jesteśmy oburzeni.  A przecież o  naszym człowieczeństwie decyduje to, jak odnosimy się do tego, co trudne i zaskakujące. Kiedyś Wisława Szymborska napisała, że "tyle wiemy o sobie, ile nas sprawdzono". Najwięksi chojracy w ekstremalnych sytuacjach mogą stchórzyć, a ci stojący cichutko z boku mogą zaskoczyć swoją odwagą i heroizmem...
Czemu o tym piszę? - Takie skojarzenia wywołała we mnie "Pierwsza na liście". W końcu mogę o niej napisać. Czytałam o niej na wielu blogach, a znam jej  obszerne fragmenty od listopada. Od początku wiedziałam, że Magda poruszy serca tą powieścią.  Najbardziej lubię "Opowieść niewiernej", ale "Pierwsza na liście" ma w sobie większą moc. Oprócz zawartej w niej pięknej i  wzruszającej historii kilku kobiet ma szansę zdziałać wiele dobrego. Motywuje,  prowokuje do refleksji, wywołuje łzy. Wierzę, że zmusi do działania, iż  każdy sprawdzi, czym jest Bank Dawców Szpiku, może wiele osób podejmie decyzję o chęci zgłoszenia się, być może uda się komuś pomóc...

Ale od początku. Przeczytałam tę książkę, gdy istniała tylko w formie dokumentu. Znów zostałam zaskoczona. Magdalena Witkiewicz pokazała kolejną swoją twarz - pełną empatii i świadomości kruchości życia. Od razu wiedziałam, że to będzie bestseller!
Zaprzyjaźniłyśmy się z Magdą - codziennie jej dziękuję za zaufanie, jakim mnie obdarzyła. Pytała się, czy mam jakieś uwagi. I ja ośmieliłam się mieć...  Miałam niewielki wpływ na jedną ze scen. Zawsze będę pamiętać nasze rozmowy podczas zwiedzania irlandzkich zakątków, a także te u mnie w domu... Madziu - mój irlandzki dom zawsze jest dla Ciebie otwarty! Pamiętaj, że nie zdążyłyśmy się napić irish coffee:)

Ubiegłoroczne żonkile. W tle - Cork
Czemu tak kocham książki Magdy?  Przede wszystkim za ich szczerość, za to że są tak bliskie realiom życia, iż są tak wiarygodne. Napisane w lekkim, bardzo przystępnym stylu. Jej ksiązki czyta się bardzo szybko. I zawsze jest to przyjemnie spędzony czas. Książki Magdy Witkiewicz są niczym rozmowy z najlepszą przyjaciółką. Czasem z nią żartujemy, opowiadamy różne anegdoty, wspólnie się śmiejemy. Czasem potrzebujemy pogadac o naszych potrzebach, tęsknotach marzeniach,  o seksie... Z przyjaciółką rozmawiamy o codziennych problemach.  "Pierwsza na liście"  to taka wyjątkowo ważna rozmowa -  do której trzeba się przygotować, która wymaga odpowiedniej oprawy. I wyobraźcie sobie, że siedzicie z przyjaciółką przed kominkiem, w tle cicha, spokojna muzyka, dobre wino w lampce i snuje się opowieść...O czym? O młodzieńczych rozczarowaniach i bolesnych wspomnieniach, o żalu,  zdradzie i oczywiście o facetach -  kobiety zawsze rozmawiają o facetach... O poważnych problemach zdrowotnych, trudnych decyzjach i o wybaczaniu. O czym jeszcze? Trochę o odchodzeniu i o śmierci, ale też o  miłości, poświęceniu, nadziei i wytrwałości... I tak snuje się ta opowieść... Od wątku do wątku, od osoby do osoby. W tle ciągle muzyka, w której bardzo ważny jest tekst. Przy okazji ta przyjaciółka opowiada o fundacji Urszuli Jaworskiej, o potrzebie zgłaszania się, ale też  o odwadze - obala stereotypy, w tym także twoje skryte obawy.
"Pierwsza na liście" to taka właśnie rozmowa. To książka o przyjaźni - takiej, która przetrwa próbę lat i trudnych sytuacji. To książka o miłości matki do córek. O wkraczaniu w dorosłość. To piękna opowieść o tym, co wszystkim kobietom bliskie... I o tym, że zawsze można zacząć od nowa - trzeba tylko mieć nadzieję i uwierzyć, iż w każdym drzemie wielka siła.

Magda Witkiewicz to pisarka na miarę każdej półki. Potrafi rozbawić, wzruszyć, poruszyć trudny problem. Lubię wszystkie jej książki, ale te poważne i wzruszające są mi o wiele bliższe - ta jest bardzo dojrzała, poważna w wymowie, ale wciąż w charakterystycznym dla Magdy stylu - lekkim, prostym, bliskim.  Jestem mamą, kurą domową i czytam książki Magdy, ale jestem też polonistką i z czystym sumieniem mogę powiedzieć, że są to bardzo dobre książki.

Plaża w Garretstown

 Czym jest tytułowa lista? Czemu i przez kogo sporządzona, czemu akurat w takim momencie, czy kolejność zapisanych imion ma znaczenie? Kto ją znajdzie i  co ze znaleziskiem zrobi - tego musicie dowiedzieć się sami. Ja tylko mogę Wam powiedzieć, że każdy może się kiedyś znaleźć na podobnej, a nawet być na pierwszym miejscu. Mieć szansę komuś pomóc, być przy kimś, zostać obdarzonym zaufaniem i wtedy nie odtrąćcie wyciągniętej ręki. Jest tak wiele sytuacji, gdy potrzebujemy drugiej osoby...


Na koniec jedna z moich ukochanych piosenek, z przepięknym tekstem Adama Asnyka.

Zapraszam do polubienia Czytającej mamy na facebooku :)