piątek, maja 01, 2015

Człowiek nie może być sam! - "Harpia" Danuty Noszczyńskiej


"- Czyli ... nie ma na świecie porządnych facetów?
- To oczywiste. I udowodnione naukowo.
- Czyżby? A według  jakiego naukowca, jeśli można spytać?
- Mnie.
- No tak... A kobiety? Jakie są?
- Takie same. Tylko, że chłop to strona nacierająca, a baba - strona nacierana. Ale mechanizmy są identyczne.
- Czyli?
- (...) Wszystko to durna gra pozorów, jedna wielka ściema. I tyle. (...) Żadna nauka miłości nigdy nie widziała. Tak samo jak duszy. Dlatego figa z makiem. Próżny trud! Ale pęd do podtrzymania gatunku, owszem, da się namacać.
- Cyniczna jesteś.
- Nie. Już ci mówiłam, życie mi tego dowiodło. Empirycznie."

Adela Dobrochna Topor. Tak nie może nazywać się banalna bohaterka. Tak nazywa się kobieta, która nie wierzy w miłość. Ta kobieta to  harpia. Zimna, zdystansowana, wyrachowana, i choć temu zaprzecza - cyniczna.
Od kilku lat jest sama, bo jej układy z mężczyznami trudno nazwać związkami. Sama mówi o tym tak: "Panowałam nad wszystkim i o ile dość często bywałam sama, samotna nie byłam na pewno. Wszystko, co się w moim życiu działo, było wynikiem m o i c h wyborów". Ktoś, kto tak zamyka się na innych, musiał bardzo cierpieć... Ada nałożyła na siebie twardy pancerz, który ma ją chronić przed kolejnym zranieniem - ona na to nie pozwoli. Jest niezależna - nie potrzebuje niczyjej pomocy, lekceważy wszelkie objawy sympatii, odpycha wyciągnięte rece. Pewna siebie - z wszystkim radzi sobie sama. Pełna życiowej odwagi, panująca nad emocjami. Wiedzie bardzo ustabilizowane życie - jest ustawiona - ma mieszkanie, dochodowy sklep z antykami,  galerię staroci.


czwartek, kwietnia 23, 2015

Co martwi czytającą mamę?

Kilka książek z półek Natalii i jej ukochane skrzypce
Co najbardziej martwi czytającą mamę? To, że jej dzieci nie czytają. A przynajmniej nie tyle, ile wymarzyłaby to sobie matka książkomaniaczka. Gdy przypominam  sobie siebie jako nastolatkę, widzę stosy książek z biblioteki, widzę światło do późna, widzę zeszyty, pamiętniki z notatkami i cytatami (muszę je sobie przywieźć z Polski, porównać swój gust sprzed lat z dzisiejszym). A co widzę teraz u moich córek ? Komputer i telefon... Starsze czytają ostatnio   tylko lektury z irlandzkiej  szkoły, ale tu muszę napisać o czymś, co mnie zadziwia, a nawet  szokuje.  W tutejszych gimnazjach  lektury czytane są na lekcji  przez nauczyciela  - na głos!   Jedna lub dwie na rok. Córeczki czytają... Takie oczytane.... Najstarsza w szkole średniej poznała "Zabić drozda", "Romea i Julię", "Kes" (Barry Hynes), "Wielkiego Gatsby'ego". Teraz czytają z panią na angielskim "Big Maggie" - dramat J.B.Keane. Lekturą młodszej w pierwszej klasie tutejszego gimnazjum jest "Wonder" ("Cud chłopak"- R.J.Palacio). Gdyby nie  polska szkoła, a przede wszystkim, gdyby nie matka, która o książkach ciągle gada, dziecięciu pod nos ciągle coś podtyka, to miałabym córy nieświadome wartości literatury.


wtorek, kwietnia 21, 2015

Ukryć się w niepamięci - "Kurort Amnezja" Anny Fryczkowskiej

Kolejna zgłoszona do festiwalu książka. "Kurort Amnezja" Anny Fryczkowskiej. Książka napisana przez kobietę. książka o kobietach, ale jakże inna od najprostszego skojarzenia z literaturą kobiecą, bowiem nie jest lekka, nie jest łatwa, nie jest też przyjemna.
Kurort to miejsce, które kojarzy się z wypoczynkiem, relaksem, spokojem; amnezja zaś to schorzenie, zanik pamięci, zamroczenie, zaćmienie. więc tytuł należy w ten sposób rozumieć - jest to książka o ukryciu się w niepamięci, schowaniu się w pustce. nieznajomości reguł życia, wyłączeniu  z rytmu życia. Kto się tam kryje? Dwie kobiety.
Marianna ma zaledwie dwa miesiące - tyle zna, tyle się nauczyła, tyle pamięta, gdyż właśnie przed dwoma miesiącami miała poważny wypadek.  Zginął w nim kierowca auta, którym jechała, a ona nawet nie wie, kim był. Jej świat zbudowany jest ze słów Marka, jej narzeczonego. A ten pokazuje jej niepełny obraz - wywozi ją nad morze, ukrywa niewygodne  fakty z jej życia,  każe oglądać seriale, a za rozmówczynie daje ciotki. Ciotki, które niewiele wiedzą o świecie. Marianna  żyje sobie niczym w anielskim kokonie, a jednocześnie jest zagubiona i zdesperowana.
Drugą kobietą jest Wanda - "kobieta jeż"-  kobieta z wieloma kolczykami, ze ściętymi krótko włosami, czarna wdowa. Robi niekorzystne wrażenie. Jest owładnięta obsesją zemsty. Jest samotna, pokaleczona, słaba i twarda jednocześnie. Łyka pastylki na emocje, marzy o tym, by zniknąć, zapomnieć. Jej życie to przedtem i nigdy. Przedtem był mąż, dom, praca. Nigdy tego już nie będzie miała - tak myśli - ma za to swoją prywatną sprawiedliwość. Próbuje odreagować stratę, odczuwa palącą potrzebę ucieczki od problemów, od wspomnień, którymi dławi się każdego dnia.

środa, kwietnia 15, 2015

"Bajka jest tam, gdzie nam dobrze" - "Długie lato w Magnolii" Grażyna Jeromin-Gałuszka

Są dni, że chciałabym uciec, zniknąć, zostawić wszystko za sobą. Nie martwić sie o kolejny dzień. Są takie chwile, że nie mam ochoty z nikim rozmawiać, a nawet na nikogo patrzeć. Chyba każdy czasem tak ma... Nigdzie się nie wybieram - dobrze mi na moim zielonym wzgórzu, ale pobyt w fikcyjnym świecie stworzonym przez Grażynę Jeromin-Gałuszkę bardzo dobrze mi zrobił. Niedawno pisałam o "Magnolii", pamiętacie?  Znów spędziłam czas w tym bieszczadzkim pensjonacie. To miejsce idealne, dla tych którzy chcą się schować. Spokój i cisza nie są gwarantowane, atrakcje turystyczne też raczej  nie. Z najbardziej kulturalną obsługą też nie będziecie mieć do czynienia, jednak to miejsce ma w sobie jakąś magię przyciągającą przede wszystkim ludzi z problemami.

Warto sięgnąć po "Długie lato w Magnolii". Będę zachęcać! Zachwalać kuchnię właścicielki, bo choć ona sama bywa gderliwa i nieuprzejma, to gotuje pysznie - tak mówią wszyscy jej goście. Będę namawiać do zajęcia miejsca  w głównej sali i wsłuchania się w rozmowy kobiet, o których tu juz opowiadałam. Pamiętacie Czesię, Doris, Marlenę?


sobota, kwietnia 04, 2015

Wesołego Alleluja!

Dziś wyjątkowo, bo krótko. Wiosennie. Ciepło. Życzę Wam pięknych świąt. Zdrowych, spokojnych spędzonych tak jak lubicie - przy rodzinnym stole, z ciekawą książką czy aktywnie na spacerze bądź wycieczce. Cieszcie się, uśmiechajcie, radujcie! A Zmartwychwstały Chrystus niech obdarza Was wszelkimi łaskami! ALLELUJA!

piątek, marca 27, 2015

Selfie z Magdą, a raczej z Magdami


Wcześnie nauczyłam się czytać.  Jako dziecko robiłam małe książeczki i dzienniczki lektur. Byłam częstym gościem w szkolnej bibliotece, a potem w miejskiej. Od dziecka otaczałam się książkami. Zawsze chciałam poznać pisarza lub pisarkę. Poznać osobę, ale też poznać etapy twórczego procesu.  Podyskutować na temat konstrukcji wątków, itp. Trochę też z tego powodu poszłam na polonistykę - wiedziałam, że wokół mnie będą ludzie, którzy kochają czytać, pisać, ich pasją jest słowo. 
Jestem szczęściarą, bo moje marzenia się spełniają.  Poznaję pisarzy. Rozmawiam z autorami przeczytanych książek. Poznałam Magdę Witkiewicz. Mogę nawet powiedzieć, że się zaprzyjaźniłyśmy. Szybko przekonałam się, że to normalna kobieta. Odsuwam na chwilę jej pisanie na bok. To przede wszystkim świetna kobieta. Ciepła, wesoła, pozytywnie zakręcona. Jesteśmy w podobnym wieku. Ona ma dwoje dzieci, ja mam czwórkę. Ona mieszka w Polsce blisko morza, ja w Irlandii blisko oceanu.  Mamy podobne zainteresowania. Nieco inne poglądy. Trochę inny temperament. Magda bardzo lubi mówić, opowiadać, pisać, ma bardzo wyczulony słuch na ciekawe historie, zbiera je, a potem przerabia i podaje w formie literackiej. Chcecie ją poznać tak prywatnie? Zastanawialiście się czasem, jaką jest osobą? Wywiady są za krótkie? Sięgnijcie po "Selfie"!


środa, marca 25, 2015

Tami z Krainy Pięknych Koni

Dobre książki warto promować. O wartościowych lekturach warto pisać. Tym bardziej jeżeli chodzi o literaturę dla dzieci. Książki skierowane do młodego czytelnika powinny być szczególnie przemyślane. Mają kształtować świadomość, pobudzać wyobraźnię.  Mają szansę stać się furtką do świata literatury lub mogą być niestety tylko szeregiem stron do zaliczenia, jak to jest w przypadku co poniektórych lektur. Czemu niektóre pozycje z dzieciństwa zostają z nami na zawsze, stoją na półkach dorosłych czytelników? Ci wymieniają je w kanonie swoich ukochanych - jak np. "Małego Księcia" czy "Dzieci z Bullerbyn". Nie można tu zapomnieć o klasycznych  baśniach - braci Grimm czy H. Andersena. Jest coś fenomenalnego w książkach dla dzieci - wprowadzają w świat dziecięcej wyobraźni, fantazji; pozwalają się oderwać od dorosłości, dorosłych problemów; przywołują tęsknotę za światem jasnych zasad, wartości,  nieograniczonych możliwości. Kiedyś Anna Kamieńska powiedziała, że "baśń jest literaturą mędrców. O mądrości dziecka dobrze świadczy to, że potrafi ono baśń przeżyć i zrozumieć". Dorosły, chcąc wejść w baśniowy świat, musi odnaleźć w sobie dziecko. 

środa, marca 18, 2015

Patrykowe reminiscencje

Kończy się powoli tegoroczne najważniejsze irlandzkie święto. Podczas, gdy ja stukam w klawiaturę, w wielu pubach przelewa się ciemne piwo, względnie whiskey. Słychać muzykę, śpiewy, śmiech. Nie muszę tam być, żeby to wiedzieć. Wiem, jak Irlandczycy obchodzą swoje święto - na wesoło. Wiem też, że i  dla moich rodaków ten dzień jest okazją do zabawy. Zresztą - dziś chyba wszyscy po troszę czują się Irlandczykami - polecam artykuł z Newsweeka - może nie najświeższy, ale jak najbardziej aktualny.
Nie będę ponownie pisać o tradycji związanej z tym dniem - w zeszłym roku o tym pisałam tu. Świętowanie zaczęłam już wczoraj. W Kinsale przygotowano piękne widowisko światła i dźwięku. Po zmroku w porcie miała miejsce prezentacja pięknie oświetlonych łodzi - na jednej z nich przypłynął nawet św. Patryk :) Obejrzałam też fantastyczny pokaz sztucznych ogni - fajerwerki  wystrzeliwane z wyspy robiły na wszystkich duże wrażenie - zwłaszcza na moich najmłodszych dzieciach.


wtorek, marca 10, 2015

"Plecie się tak, plecie..." - "Stulecie winnych. Ci, którzy przeżyli" Ałbeny Grabowskiej-Grzyb


Chylę czoła przed znakomitą autorką - Ałbeną Grabowską-Grzyb, której książka "Stulecie winnych. Ci, którzy przeżyli" dosłownie wbiła mnie w fotel. Pomimo, że fabuła to nic nowego - życie rodziny na przełomie lat; w tle historia, o której też już dziesiątki razy pisano, to Stulecie wciąga,  wzrusza, fascynuje. Treść można streścić naprawdę krótko - losy rodziny Winnych od 1914 do 1939 roku. Można też nieco szerzej - losy bliżniaczek pozbawionych matki, ich samotnego ojca, silnej babci. jej męża - niezłomnego, choć niejednoznacznego.  Kuzynów. Sąsiadów. W zasadzie tyle. Ale nie chodzi o to - ile, ale jak. Ile uczuć, refleksji, dreszczy,  a nawet łez! Serce bije mocniej, czas ucieka niepostrzeżenie, strony się szybko przekłada, bo przed oczyma wyobraźni maluje się wspaniała historia - nieważne jak banalnie to zabrzmi - taka z życia wzięta...

czwartek, marca 05, 2015

"Nie ma matek idealnych" - "Maminsynek" Nataszy Sochy i trochę o "Macosze" tejże


Zawsze marzyłam o synku.  Już druga córka miała być chłopcem. Urodziny trzeciej dziewczynki odchorowałam, bo przecież chciałam chłopca... Gdy w końcu pojawił się wymarzony synek obiecałam sobie, że go nie zasłodzę. Ma być z niego facet - pewny siebie, twardy i czuły jednocześnie.
Żadnego z dzieci nie rozpieszczałam, nie rozczulałam się.
Jestem obok moich dzieci, ale stawiam na ich samodzielność. Obserwując  najstarszą córkę,  widzę, że to procentuje, więc mam nadzieję, że mój synek nie wyrośnie na maminsynka. Nie ma pewnego podręcznika,  jak być dobrym rodzicem. Nie ma jednej skutecznej metody, by dobrze wychować dzieci. Jest zdrowy rozsądek, jest intuicja, a przede wszystkim jest miłość. Kochający rodzic powinien wiedzieć, kiedy może wypuścić dziecko spod swoich skrzydeł.
Jak nie wpaść w mamusioholizm ostrzega nowa książka Nataszy Sochy "Maminsynek". Ostrzega w bardzo ciekawy, pełen ironii i humoru sposób.