wtorek, lutego 23, 2016

Najdziwniejszy superbohater - "Mężczyzna imieniem Ove" Fredrika Backmana

Ta powieść sprawiła, że mąż musiał mnie długo uspokajać. Po raz pierwszy po lekturze książki przyszłam do niego zapłakana i po prostu się przytuliłam. Biedak nie wiedział, co tym razem wymyśliła jego żona. Często nie nadąża za moimi humorami i kaprysami, ale wiernie przy mnie trwa.
Gdy w końcu przestałam szlochać i nieskładnie zaczęłam opowiadać o facecie, który uznawał tylko saaby, tolerował volvo, pokłócił się z najlepszym przyjacielem tylko dlatego, że ten kupił BMW, mąż przytulił mnie jeszcze mocniej i  powiedział, że rozumie, bo beemkami jeżdżą tylko ... Nie napiszę, jakich słów użył, ale było to raczej bliskie stereotypowemu postrzeganiu właścicieli tych aut.
Jednakże uwaga mojego męża sprawiła, że znów się rozpłakałam. Rozryczałam się. Ze łzami w oczach i zasmarkanym nosem popatrzyłam na mojego mężczyznę i poważnie, acz retorycznie, spytałam go - czemu nie czyta książek? Ta by mu się spodobała.
Czemu o tych samochodach piszę? Autor powieści "Mężczyzna imieniem Ove" Fredrik Backman kilka razy w powieści przytacza zdanie:
"Na pewno istnieją ludzie, którzy nie wierzą, że można wytłumaczyć uczucia mężczyzny poprzez samochody, jakimi jeżdżą."
 Mój mąż zdecydowanie wierzy. Rzadko mu opowiadam o swoich lekturach; o tej bardzo chciałam porozmawiać i mogłam to zrobić tylko w ten sposób. Jestem pewna, że małżonek zrozumiał mój płacz, bo on kocha auta, a saaby uwielbia. Bo jak Ove wie, o co powinien walczyć.



Nieskładnie zaczęłam... I raczej na razie nie zachęcam, a zdecydowanie powinnam. Powieść Henrika Backmana powinna się znaleźć wysoko w rankingach najlepszych książek. I od razu wyjaśnię tu moją reakcję - mój płacz po przeczytaniu ostatnich zdań nie oznacza, że chcę Wam polecić powieść melodramatyczną czy przedstawiającą tragiczne wydarzenia. Nie! Chcę  napisać o historii optymistycznej, niosącej nadzieję, a jednocześnie smutnej i poruszającej. Książka nie miała należytej promocji, przeszła jakoś niezauważona, a szkoda. Takiej mieszaniny emocji już dawno nie spotkałam. Od irytacji, znudzenia i złości, przez wzruszenie, rozczulenie wzburzenie aż po rozrzewnienie i wzburzenie. Prawdziwy rollercoaster, bo w tym wszystkim jest też miejsce na śmiech, chichot i za chwilę znów na płacz.
Kolejna ciekawa rzecz, iż o tej książce trudno opowiedzieć, by za wiele nie zdradzić. Niełatwo mi o niej napisać, bo ją trzeba odczuć. Autorowi udało się napisać wspaniałą powieść. Przeplatając przeszłość z teraźniejszością, stosując  krótkie, proste zdania, powtórzenia; wkładając w usta  świetnie wykreowanych bohaterów ciekawe, niebanalne dialogi, stworzył   książkę, której nie zda się zapomnieć.

"W życiu każdego mężczyzny przychodzi taki moment, kiedy decyduje, jakim typem mężczyzny chce być. Takim, który pozwala innym po sobie deptać, czy nie."
 Mężczyzna imieniem Ove  w pewnym momencie zdecydował, że  nikt go już nie skrzywdzi, nikt nie zrani jego zony Sonji. A na pewno nie pozwoli na to żadnemu mężczyźnie w białej koszuli. Nie pokona go bezduszna biurokracja. Stał się  szorstki, dziwny, uparty, nudny, zgorzkniały.  Nietowarzyski, wręcz asocjalny.   Całe życie starał się być wierny zasadom, które wpoił mu ojciec. Żył według  reguł i norm, zgodnie z logiką - czym uprzykrzał życie między innymi sąsiadom. Codziennie przeprowadzał osiedlową inspekcję, sprawdzał, czy nikt nie łamie regulaminu i zakazów. Był konsekwentny. Zdawałoby się zimny i nieczuły, ale mało kto potrafił kochać jak Ove.

„Kochać kogoś, to jak wprowadzić się do nowego domu - mawiała Sonja. - Na początku człowiek zachwyca się tym, co nowe, każdego ranka się dziwi, że to należy do niego, jakby się bał, że w każdej chwili ktoś może wpaść przez drzwi i powiedzieć, że zaszła pomyłka, że wcale nam nie przysługuje takie piękne mieszkanie. Ale z biegiem lat fasada niszczeje, tu i ówdzie drewno pęka i już kocha się ten dom nie za to, jaki jest doskonały, tylko raczej dlatego, że nie jest. Człowiek uczy się jego wszystkich kątów, zakamarków. Jak otwierać drzwi, żeby klucz nie blokował się w zamku, kiedy jest zimno na dworze. Które deski w podłodze się uginają, kiedy się po nich stąpa, i jak otwierać drzwi szafy, żeby nie skrzypiały. To właśnie to, te wszystkie małe tajemnice sprawiają, że to naprawdę jest twój dom.”
Ove to mężczyzna, który w swoim życiu pokochał tylko raz, ale za to jak!  Gdy poznajemy Ovego, jego żona nie żyje.  O ile to możliwe to stał się jeszcze bardziej sarkastyczny, złośliwy, a nawet wredny.  Ten samotny, pięćdziesięciodziewięcioletni  mężczyzna, gdy zostaje zwolniony z pracy i przestaje być przydatny  społeczeństwu, któremu został tylko dom, składzik na narzędzia, samochód - saab oczywiście, no  i wspomnienia, decyduje, że nie ma już dla kogo żyć. Nie ma po co żyć, więc postanawia dołączyć do żony. Skrupulatnie, wręcz obsesyjnie planuje swoje samobójstwo.
"Był człowiekiem czerni bieli. Ona była kolorem. Wszystkimi jego kolorami." 

Jednak Ove nie może odejść ze świadomością, że czegoś nie dokończył, a gdy jego sąsiadem zostaje niezaradny Patrick i  pochodząca z Iranu  Parvaneh, pomimo że nie chce, to też nie umie im nie pomóc. Nie robi tego, by być miły, lecz dla świętego spokoju, ale  sąsiadka szybko odkrywa wielkie serce Ovego.
O czym jest ta książka? O tęsknocie - niczym nieutulonej, niemijającej, niesłabnącej. O miłości, stanowiącej sens życia. O  samotności, poczuciu wyobcowania; o postrzeganiu drugiego człowieka. O potrzebie bliskości. I o codziennym bohaterstwie.

Na takie książki długo się czeka, a potem długo się o nich myśli. Wraca się do nich. Takich bohaterów jak Ove się zapamiętuje.

8 komentarzy:

  1. Chcę przeczytać! I to w oryginale! Dobrze, że na film nie poszłam :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Czytać po szwedzku... Podziwiam! Przeczytaj i koniecznie napisz, co myślisz. Znalazłam informacje, że Fredrik Backman napisał jeszcze dwie inne książki - znasz? Widziałam po angielsku, ciekawe czy będą po polsku?
      Mam nadzieję, że film nie zepsuje tej historii...
      Pozdrawiam

      Usuń
    2. Przeczytałam książkę w oryginale :-) gorąco polecam, zakochałam się!!! �� nawet pomimo tego, że nie rozumiałam wszystkiego w stu procentach (uczę się szwedzkiego od 5 miesięcy i książka była zadaniem domowym do przeczytania w trochę ponad trzy tygodnie :-)), to tak samo na zmianę śmiałam się i płakałam �� cudowna historia, wspaniale opisana ��
      Autor napisał w sumie 4 książki. Mój znajomy czytał kolejną historię pod tytułem
      Moja babcia pozdrawia i przeprasza
      Ponoć równie barwna ��
      Ten sam znajomy oglądał również film i jak to zwykle bywa z ekranizacjami, dużo zmian, łącznie ze zmianami imion �� troszkę się zraziłam i filmu osobiście nie widziałam.

      Pozdrawiam
      Gosia

      Usuń
    3. Cieszę się, że powieść się spodobała! Czekam na kolejne książki tego autora - po polsku:) A film - być może, kiedyś... Pozdrawiam ciepło:)

      Usuń
  2. Ależ mnie zachęciłaś do tej książki. Chętnie ją przeczytam.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Cieszę się, że zachęciłam. Będę zachęcać kogo tylko zdołam, bo warto! Przeczytaj i napisz co myślisz:) Pozdrawiam

      Usuń
  3. Cóż za recenzja! :) Bardzo na plus. Mimo, że miłośniczką samochodów sięgnę z pewnością:) Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ta książka zdecydowanie jest nie tylko dla wielbicieli szwedzkiej motoryzacji! Życzę ciekawego spotkania z Mężczyzną imieniem Ove. Pozdrawiam

      Usuń