piątek, maja 08, 2015

Na psa urok! - "Szeptucha" Iwony Menzel

Myślami jestem już w Polsce. Walizki spakowane, odprawa zrobiona, pomimo że do wylotu zostały jeszcze dwa dni. Jestem podekscytowana, przejęta, ale moje emocje  w porównaniu z tym, co odczuwają moje dzieci, są mizerne. Dla nich to przygoda i  niespodzianka, wakacje, spotkanie z rodziną. Gabrysia odlicza dni, rysuje obrazki dla dziadków, wypytuje o swoich kuzynów w Polsce.


Mnie zostało spisać emocje po przeczytaniu kolejnej dobrej książki i mogę lecieć. Plan wizyty w Polsce mam bardzo napięty, więc na pewno nie będzie czasu, by pisać, ale po powrocie na pewno zrelacjonuję, gdzie byłam, kogo widziałam, a że będę też po raz pierwszy na targach książki w Warszawie, relacja z pewnością będzie obszerna.
Ale zanim o wyprawie do Polski, trochę o "Szeptusze" Iwony Menzel.



Akcja dzieje się gdzieś nad Biebrzą, w małej miejscowości Waniuszki. Główną bohaterką jest Olena, przez wszystkich we wsi nazywana Olesią. To ona  jest tytułową szeptuchą, znachorką, zielarką. Jest też narratorką. To wrażliwa, samotna kobieta.  Jej codzienność stanowią ludzie, którzy szukają u niej pomocy. Ona wsłuchuje się w ludzkie historie, przygląda się życiu wsi, a potem snuje opowieść.
Kim jest Olesia? To kobieta, którą wychowała babcia - ona też była szeptuchą. Nie znała swoich rodziców, nie miała przyjaciół. Mogła studiować medycynę, wyjechać do miasta, ale zrezygnowała z tego, wybrała zycie na wsi wśród jasno określonych zasad, pośród ludzi, którzy na nią liczyli. 
Iwona Menzel napisała bardzo ciekawą historię - wielowymiarową.  Są piękne obrazy  - dziewicza przyroda, uczucia, ludzkie portrety.  Są wzruszenia  - ludzkie tragedie i radości.  Są obrzędy, zwyczaje, tradycje, wierzenia, przesądy.

Nietypowa jest konstrukcja tej opowieści. "Opowieść płynęła i płynęła, wartka jak wezbrana rzeka na wiosnę, klucząca wśród trzcin wspomnień, zmieniająca nieoczekiwanie kierunek.  Czego tam nie było!"  Opis opowieści pani Chodorkowskiej pasuje do całej powieści. Bowiem ta powieść to taka gawęda, najlepiej by się jej słuchało przy kominku, oglądając stare zdjęcia.  W tej historii można się zanurzyć. Wejść w świat, z którym na co dzień nie mamy do czynienia, ale można niestety stracić grunt pod nogami,  stracić wątek. Jedna myśl ciągnie jakąś historię, przywołana postać opowiada losy ludzi z sąsiedztwa. Wspomnienia płyną jak strumień świadomości. I główny wątek ucieka. Mnie osobiście to nie przeszkadzało, chociaż wymagało czujności.
Główny wątek - losy szeptuchy-  jest tłem dla życia na wsi. Ta książka to przede wszystkim obraz małej podlaskiej społeczności,  z całym jej kolorytem, z zapachami, zabobonami, zasadami,  z niewzruszoną wiarą w boską sprawiedliwość oraz w cuda. Z ludnością napływową,  która powoli zmienia oblicze tej wsi. Z tradycją,  która staje się chwytem marketingowym - gdzie mleko prosto od krowy i świeżo pieczony chleb można dostać tylko w gospodarstwach agroturystycznych.
Najbardziej uderzyła we mnie samotność Olesi - ciekawie pokazane odczucia kobiety zepchniętej na margines, dopuszczanej do społeczności tylko wtedy,  gdy ta jej potrzebuje. Jej tęsknota za bliskością  jest niemalże fizycznie odczuwalna. Od zawsze tęskniła za ciepłem prawdziwego, pełnego domu. Zawsze jej dokuczano, nikt z szeptuchą nie chciał się przyjaźnić, nikt nie chciał się wiązać. Wszyscy się jej bali, a pomimo tego zachowała pogodę ducha i ufność w drugiego człowieka.
Gdy w Waniuszkach pojawia się filmowiec Alek Litwin w jej życiu sporo się zmienia.  Olena pomaga mu  odkryć tajemnicę pustelnika z pobliskiego uroczyska, rozwiązać mroczną zagadkę sprzed lat. Oboje podążają śladem pewnej nieszczęśliwej miłości.

"Krajobrazy jak ziarnka różańca odmawiam,

Nie pragnę nowych, stale stare wznawiam,

I na tych samych, z pasją ciągle nową

Nalepiam moje niedołężne słowo.
Widać mnie tknęła Sopliców choroba,
Nic prócz ojczyzny mi się nie podoba."
Jan Sztaudynger

Niejednokrotnie pisałam o swoim zauroczeniu kulturą celtycką i irlandzkimi krajobrazami, ale nie ma dnia, żeby moje myśli nie odbiegły gdzieś na Kurpie. W moim regionie co prawda nie było szeptuch, ale były babki znające się na odczynianiu uroków, na ziołach, na leczeniu prostych dolegliwości.
W regionie, z którego pochodzę wiele tych tradycji wciąż jest żywych.   Powiecie, że to zabobony, cóż -  rozum zgadza się z taką opinią,  jednak do mnie silniej mówi czucie i wiara, a także wspomnienia i obrazy z domu babć. W głowie mam ich nauki - które rośliny na co,  jak strzec się przed złymi oczami, jak chronić dzieci przed urzeczeniem...
Według mnie "Szeptucha" to  bardzo dobra książka. Wulgaryzmy nie denerwowały, bo niejednokrotnie słyszałam, jak mówią mężczyźni na wsi - gdy coś ich denerwuje nie mówią grzecznie i uprzejmie - "Droga krówko, ustaw się tak jak trzeba..."  Według mnie wprowadzenie wulgaryzmów, kolokwializmów, elementów gwary tylko podkreśliło autentyczność przekazu.

Kapliczka na drzewie.
Dobry Las
gm. Zbójna
Kurpie
W tej powieści nie brakuje soczystych zwrotów, ale i językowych ornamentów, nie brak ludowych powiedzonek, ale i elementów nowoczesnego wystroju. To barwna, plastyczna  opowieść, wciągająca, a co ważniejsze niezwykła, magiczna.
Ale tę magię zrozumie tylko ktoś, kto zna wieś, zna dawną wieś. Mieszczuchom wyda się abstrakcyjna, przesadzona. A jeśli się spodoba, to boję się, że nie zrozumieją oni kontekstu. Jej treść będzie tak samo niezwykła jak powieści, dajmy na to,  o Indiach.  Dla mnie - Kurpianki -  rewelacja!

Gdzieś na Kurpiach
Na koniec słowa jednego z najbardziej przeze mnie cenionych polskich pisarzy Wiesława Myśliwskiego: "Żyjemy w tym, co opowiedziane. Świat jest tym, co opowiedziane. Dlatego coraz ciężej żyć. I może tylko sny stanowią o nas. Może jeszcze tylko sny są nasze?"
 ("Traktat o łuskaniu fasoli")

9 komentarzy:

  1. Książka leży na mojej półce i czeka na swoją kolej. Muszę w końcu do niej zajrzeć. "Szeptuństwo" to bardzo ciekawy temat, czytałam ostatnio "Szeptem" Vitala Voranau, i bardzo gorąco Ci polecam ten zbiór. Niebawem opublikuję swoją recenzję.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Na pewno Ci się spodoba! Szukałam polecanej przez Ciebie książki, ale bardzo trudno ją zdobyć. Zresztą do października czytam tylko książki zgłoszone do Festiwalu Literatury Kobiecej... Czekam na recenzję "Szeptem". Pozdrawiam

      Usuń
  2. Od wczoraj zbieram się z zamieszczeniem komentarza... Mimo , że jestem z krwi i kosci mieszczuchem to na pewno książkę zrozumię i spodoba mi się . Edytko i znów nie zawiodłas ! Oprócz ciekawie zapowiadającej się ,, Szeptuchy ,, poszukam ,, Traktatu o łuskaniu fasoli ,, . Dziękuję za piękne kurpie, poezję Jana Sz. i mądry cytat, który sobie skradnę . A co tam ! życzę Ci wspaniałego pobytu w Polsce, wielu emocji, spełnienia wszystkich związanych z tą podróżą marzeń , a dzieciom wielu wspaniałych chwil z dziadkami! spełniaj się !!! wszystkiego dobrego kochana . Wracaj do nas , bo na Ciebie czekamy ! Dziękuję , że jestes !!! Joanna

    OdpowiedzUsuń
  3. Podobała mi się - druga książka tej Autorki nie zrobiła na mnie aż takiego wrażenia. "Szeptucha" to taka literatura, którą trudno znaleźć dzisiaj i to chyba jest w niej najlepsze.
    Życzę miłego pobytu w Polsce!

    www.maialis.pl

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To prawda - największą wartością "Szeptuchy" jest jej unikatowość. Poruszony temat, niezwykła bohaterka.

      Usuń
  4. Wokół "Szeptuchy" same achy i ochy, aż nabrałam ochoty, żeby ją przeczytać. Ale ja jestem z miasta, wsi nie czuję nic a nic, a do tego z Dolnego Śląska, gdzie tradycja sięga 1945 roku. Wiem, że niektóre babki, które przyjechały po wojnie ze Wschodu zajmowały się "zamawianiem", może i czymś tam jeszcze, ale to skrzętnie ukrywano, toteż do miasta słabo wieści docierały. Dowiedziałam się o ich istnieniu, gdy kilkanaście lat mieszkałam na wsi, taki epizod w życiu miałam.
    Poczytam i zrozumiem, albo i nie, trudno. Może szkoda, że autorka nie uszyła tej książki tak, żeby ów kontekst był czytelny i dla "nietutejszych"?
    Pozdrawiam serdecznie i życzę miłego pobytu w Polsce :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Myślę, że ze zrozumieniem nie będzie żadnego kłopotu. Kontekst bedzie być może nieco egzotyczny, ale czytelny. A za życzenia bardzo dziękuję (już po powrocie -pobyt faktycznie był miły)

      Usuń
  5. Miło było Cię poznać i odkryć Twojego bloga ☺ serdecznie pozdrawiam! Angelika

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mnie również było bardzo miło Cię poznać:)

      Usuń