piątek, lipca 10, 2015

Rysy, wady, niedoskonałości - "Skazy" Izabeli Żukowskiej

Muszę się przyznać, że  tę książkę brałam do ręki przez kilkanaście dni, ale nie dlatego, że była zła czy nudna. Nie. Wprost przeciwnie. "Skazy" Izabeli Żukowskiej to kawał dobrej polskiej literatury. Nie najłatwiejszej, ale dobrej.  Nie mogłam się zmobilizować, by usiąść i przeczytać. Łapałam po kilka stron. Myślałam, że do czytania i blogowania zmobilizują mnie wizualne zmiany na blogu, ale niestety ciągle brakuje mi energii. Potrzebuję urlopu. Potrzebuję odpoczynku od domu, dzieci, codziennej rutyny...
Znużenie - znużeniem, ale bez czytania przecież żyć się nie da. Gdy nie można uciec od rzeczywistości, dobrze, że choć na chwilę można zanurzyć się w fikcyjnym świecie. "Skazy" co prawda wymagały ode mnie zaangażowania i skupienia, ale było warto.
Fabuła sięga roku 1793. "Strach śmierdzi" - pierwsze zdanie wprowadza w mroczną atmosferę. Morderstwo - nad brzegiem Motławy, ginie kupiec Brandt. Ale nie ma dochodzenia. To nie kryminał. Na to, by dowiedzieć się, kim jest morderca, trzeba poczekać. Po chwili bowiem czytelnik  przenosi się do roku 2013, do Gdańska, gdzie na lotnisku spotyka kobietę, która przylatuje na pogrzeb matki.

czwartek, czerwca 25, 2015

O Tappim, czytelniczym kryzysie, a przede wszystkim o Irlandii


Nie zgadzam się! Nie podoba mi się to, ale muszę to po prostu przeczekać. Czytająca mama nie może czytać. Czytająca mama na razie czyta tylko dzieciom wieczorami, bo na zarzucenie tego zwyczaju dzieci nie pozwolą, a i ten rodzaj czytania ciągle jest niczym niezmąconą przyjemnością. Więc dzieciom  czytam. 

Od kilku dni na tapecie mamy Tappiego, którego poznałam dzięki Mariuszowi. Muszę o tym opowiedzieć - w Warszawie na targach poznałam wielu blogerów. Jednym z nich był właśnie Mariusz z bloga Książki w pajęczynie. Gdy poznał nazwę mojego bloga, zadał mi tylko jedno pytanie - "Tappiego zna?" Nie znałam, nie słyszałam, nawet nie kojarzyłam. Więc szybko poszperałam w internecie i już wiem. I już znam. Dzięki:) Dzieci są zachwycone, mnie też się podoba. Sympatyczny wiking Tappi i jego przyjaciele - mieszkańcy Szepczącego Lasu - wzbudzili w nas bardzo ciepłe uczucia. Krótkie mądre historie są akurat do czytania przed snem. Wiem, że na pewno wzbogacę biblioteczkę moich dzieci o kolejne książeczki Marcina Mortki o Tappim.

Ale ja przecież nie o tym chciałam. Chciałam się odrobinę pożalić, napisać o czytelniczej niemocy. Od kilku miesięcy bowiem czytam wyłącznie książki zgłoszone do Festiwalu Literatury Kobiecej - książki polskich autorek, książki adresowane do kobiet, książki o kobietach i ... chyba mam przesyt. Już dawno tak nie miałam, że wolę posprzątać,  film obejrzeć niż poczytać.  Już nawet stwierdziłam, że zrobię sobie przerwę, sięgnę po coś męskiego, krwistego, ale po prostu nie mogę. Muszę odpocząć, nabrać dystansu. Ten kryzys przełożył się trochę na to, że nie pisałam od trzech tygodni.
Drugim powodem mojego blogowego milczenia była wizyta  koleżanki z Polski. Chciałam jej pokazać, gdzie mieszkamy. Pokazać jej Irlandię, taką jaką ja pokochałam. Od klku lat niezmiennie uwielbiam jeździć po irlandzkich drogach. Wracać do ukochanych miejsc, odpoczywać na pustych plażach lub włóczyć się po irlandzkich górach. Pokażę Wam kilka zdjęć zrobionych przy okazji tych wycieczek oraz kilka filmików profesjonalistów zakochanych w Irlandii. Może ktoś się zdecyduje na wyprawę na Zieloną Wyspę? W razie gdybyście potrzebowali przewodnika po południowej Irlandii  - dajcie znać.


środa, czerwca 03, 2015

W podróży z książką, readerem i audiobookiem - "Idealne życie" K. Kołczewskiej, "Fartowny pech" O. Rudnickiej i "Złodziejka marzeń" A. Sakowicz

Pomiędzy Irlandią a Polską, gdzieś nad Europą, zaczęłam czytać "Idealne  życie" Katarzyny Kołczewskiej. Oczywiście w formie ebooka, bo do torebki zmieścił się tylko czytnik. O tym,  by do Polski wieźć jakiekolwiek książki nie było mowy. Zresztą - ja lubię korzystać z mojego Kindla. Jest lekki, poręczny, a jednocześnie bardzo pojemny - mogę przy sobie mieć kilkaset książek... Dodatkową jego zaletą jest podświetlany ekran - sprawdza się każdej nocy, gdy nie chcę nikogo budzić, nie włączam żadnej lampki. Od razu muszę zapewnić wątpiących, że w ogóle nie męczy oczu. Mam dość poważną wadę wzroku, ale wieczorami łatwiej mi czytać  z czytnika niż  papierowej książki, na której światło nierówno się rozkłada.


wtorek, maja 26, 2015

Spojrzenie na targi z perspektywy dwóch tysięcy kilometrów

Jedenaście dni w Polsce, jedenaście bardzo intensywnych dni. Spotkań z rodziną i przyjaciółmi. Emocji i wzruszeń. To czas zapatrzenia na to, czego w Irlandii nie ma. Na to, za czym tęsknię. Na bzy, konwalie, sosny, brzozy, wierzby... O twarzach bliskich nawet nie wspominam. Dla wielu z Was być może jest to tani sentymentalizm, ale dla mnie te pejzaże, słodkie obrazki, zapachy są bardzo cenne. Nimi karmię swoją duszę. Taki ze mnie wrażliwiec, któremu wystarczy np. widoczek człowieka z polską książką w ręku, by się wzruszyć. A ludzi czytających widziałam wielu, więc wiecie... Nie mogę się pozbierać.
Nie będę zdawać relacji z całego wyjazdu. Kto ma ochotę może obejrzeć prezentację:
https://plus.google.com/108110845595188653718/stories/4bfcc847-4994-337e-a4c0-54dcb30f870d14d77ed915a?authkey=COnt0t3045i1ugE

Rok temu śledziłam w internecie informacje o targach, czytałam relacje i marzyłam, żeby to zobaczyć, poczuć. I kolejne marzenie się spełniło. Jakkolwiek banalnie to nie zabrzmi - trzeba marzyć, trzeba tym marzeniom pomagać. Spełniają się.
Hanna Krall, Magdalena Zawadzka, Remigiusz Grzela i Marcin Szczygielski

piątek, maja 08, 2015

Na psa urok! - "Szeptucha" Iwony Menzel

Myślami jestem już w Polsce. Walizki spakowane, odprawa zrobiona, pomimo że do wylotu zostały jeszcze dwa dni. Jestem podekscytowana, przejęta, ale moje emocje  w porównaniu z tym, co odczuwają moje dzieci, są mizerne. Dla nich to przygoda i  niespodzianka, wakacje, spotkanie z rodziną. Gabrysia odlicza dni, rysuje obrazki dla dziadków, wypytuje o swoich kuzynów w Polsce.


Mnie zostało spisać emocje po przeczytaniu kolejnej dobrej książki i mogę lecieć. Plan wizyty w Polsce mam bardzo napięty, więc na pewno nie będzie czasu, by pisać, ale po powrocie na pewno zrelacjonuję, gdzie byłam, kogo widziałam, a że będę też po raz pierwszy na targach książki w Warszawie, relacja z pewnością będzie obszerna.
Ale zanim o wyprawie do Polski, trochę o "Szeptusze" Iwony Menzel.

piątek, maja 01, 2015

Człowiek nie może być sam! - "Harpia" Danuty Noszczyńskiej


"- Czyli ... nie ma na świecie porządnych facetów?
- To oczywiste. I udowodnione naukowo.
- Czyżby? A według  jakiego naukowca, jeśli można spytać?
- Mnie.
- No tak... A kobiety? Jakie są?
- Takie same. Tylko, że chłop to strona nacierająca, a baba - strona nacierana. Ale mechanizmy są identyczne.
- Czyli?
- (...) Wszystko to durna gra pozorów, jedna wielka ściema. I tyle. (...) Żadna nauka miłości nigdy nie widziała. Tak samo jak duszy. Dlatego figa z makiem. Próżny trud! Ale pęd do podtrzymania gatunku, owszem, da się namacać.
- Cyniczna jesteś.
- Nie. Już ci mówiłam, życie mi tego dowiodło. Empirycznie."

Adela Dobrochna Topor. Tak nie może nazywać się banalna bohaterka. Tak nazywa się kobieta, która nie wierzy w miłość. Ta kobieta to  harpia. Zimna, zdystansowana, wyrachowana, i choć temu zaprzecza - cyniczna.
Od kilku lat jest sama, bo jej układy z mężczyznami trudno nazwać związkami. Sama mówi o tym tak: "Panowałam nad wszystkim i o ile dość często bywałam sama, samotna nie byłam na pewno. Wszystko, co się w moim życiu działo, było wynikiem m o i c h wyborów". Ktoś, kto tak zamyka się na innych, musiał bardzo cierpieć... Ada nałożyła na siebie twardy pancerz, który ma ją chronić przed kolejnym zranieniem - ona na to nie pozwoli. Jest niezależna - nie potrzebuje niczyjej pomocy, lekceważy wszelkie objawy sympatii, odpycha wyciągnięte rece. Pewna siebie - z wszystkim radzi sobie sama. Pełna życiowej odwagi, panująca nad emocjami. Wiedzie bardzo ustabilizowane życie - jest ustawiona - ma mieszkanie, dochodowy sklep z antykami,  galerię staroci.


czwartek, kwietnia 23, 2015

Co martwi czytającą mamę?

Kilka książek z półek Natalii i jej ukochane skrzypce
Co najbardziej martwi czytającą mamę? To, że jej dzieci nie czytają. A przynajmniej nie tyle, ile wymarzyłaby to sobie matka książkomaniaczka. Gdy przypominam  sobie siebie jako nastolatkę, widzę stosy książek z biblioteki, widzę światło do późna, widzę zeszyty, pamiętniki z notatkami i cytatami (muszę je sobie przywieźć z Polski, porównać swój gust sprzed lat z dzisiejszym). A co widzę teraz u moich córek ? Komputer i telefon... Starsze czytają ostatnio   tylko lektury z irlandzkiej  szkoły, ale tu muszę napisać o czymś, co mnie zadziwia, a nawet  szokuje.  W tutejszych gimnazjach  lektury czytane są na lekcji  przez nauczyciela  - na głos!   Jedna lub dwie na rok. Córeczki czytają... Takie oczytane.... Najstarsza w szkole średniej poznała "Zabić drozda", "Romea i Julię", "Kes" (Barry Hynes), "Wielkiego Gatsby'ego". Teraz czytają z panią na angielskim "Big Maggie" - dramat J.B.Keane. Lekturą młodszej w pierwszej klasie tutejszego gimnazjum jest "Wonder" ("Cud chłopak"- R.J.Palacio). Gdyby nie  polska szkoła, a przede wszystkim, gdyby nie matka, która o książkach ciągle gada, dziecięciu pod nos ciągle coś podtyka, to miałabym córy nieświadome wartości literatury.


wtorek, kwietnia 21, 2015

Ukryć się w niepamięci - "Kurort Amnezja" Anny Fryczkowskiej

Kolejna zgłoszona do festiwalu książka. "Kurort Amnezja" Anny Fryczkowskiej. Książka napisana przez kobietę. książka o kobietach, ale jakże inna od najprostszego skojarzenia z literaturą kobiecą, bowiem nie jest lekka, nie jest łatwa, nie jest też przyjemna.
Kurort to miejsce, które kojarzy się z wypoczynkiem, relaksem, spokojem; amnezja zaś to schorzenie, zanik pamięci, zamroczenie, zaćmienie. więc tytuł należy w ten sposób rozumieć - jest to książka o ukryciu się w niepamięci, schowaniu się w pustce. nieznajomości reguł życia, wyłączeniu  z rytmu życia. Kto się tam kryje? Dwie kobiety.
Marianna ma zaledwie dwa miesiące - tyle zna, tyle się nauczyła, tyle pamięta, gdyż właśnie przed dwoma miesiącami miała poważny wypadek.  Zginął w nim kierowca auta, którym jechała, a ona nawet nie wie, kim był. Jej świat zbudowany jest ze słów Marka, jej narzeczonego. A ten pokazuje jej niepełny obraz - wywozi ją nad morze, ukrywa niewygodne  fakty z jej życia,  każe oglądać seriale, a za rozmówczynie daje ciotki. Ciotki, które niewiele wiedzą o świecie. Marianna  żyje sobie niczym w anielskim kokonie, a jednocześnie jest zagubiona i zdesperowana.
Drugą kobietą jest Wanda - "kobieta jeż"-  kobieta z wieloma kolczykami, ze ściętymi krótko włosami, czarna wdowa. Robi niekorzystne wrażenie. Jest owładnięta obsesją zemsty. Jest samotna, pokaleczona, słaba i twarda jednocześnie. Łyka pastylki na emocje, marzy o tym, by zniknąć, zapomnieć. Jej życie to przedtem i nigdy. Przedtem był mąż, dom, praca. Nigdy tego już nie będzie miała - tak myśli - ma za to swoją prywatną sprawiedliwość. Próbuje odreagować stratę, odczuwa palącą potrzebę ucieczki od problemów, od wspomnień, którymi dławi się każdego dnia.

środa, kwietnia 15, 2015

"Bajka jest tam, gdzie nam dobrze" - "Długie lato w Magnolii" Grażyna Jeromin-Gałuszka

Są dni, że chciałabym uciec, zniknąć, zostawić wszystko za sobą. Nie martwić sie o kolejny dzień. Są takie chwile, że nie mam ochoty z nikim rozmawiać, a nawet na nikogo patrzeć. Chyba każdy czasem tak ma... Nigdzie się nie wybieram - dobrze mi na moim zielonym wzgórzu, ale pobyt w fikcyjnym świecie stworzonym przez Grażynę Jeromin-Gałuszkę bardzo dobrze mi zrobił. Niedawno pisałam o "Magnolii", pamiętacie?  Znów spędziłam czas w tym bieszczadzkim pensjonacie. To miejsce idealne, dla tych którzy chcą się schować. Spokój i cisza nie są gwarantowane, atrakcje turystyczne też raczej  nie. Z najbardziej kulturalną obsługą też nie będziecie mieć do czynienia, jednak to miejsce ma w sobie jakąś magię przyciągającą przede wszystkim ludzi z problemami.

Warto sięgnąć po "Długie lato w Magnolii". Będę zachęcać! Zachwalać kuchnię właścicielki, bo choć ona sama bywa gderliwa i nieuprzejma, to gotuje pysznie - tak mówią wszyscy jej goście. Będę namawiać do zajęcia miejsca  w głównej sali i wsłuchania się w rozmowy kobiet, o których tu juz opowiadałam. Pamiętacie Czesię, Doris, Marlenę?


sobota, kwietnia 04, 2015

Wesołego Alleluja!

Dziś wyjątkowo, bo krótko. Wiosennie. Ciepło. Życzę Wam pięknych świąt. Zdrowych, spokojnych spędzonych tak jak lubicie - przy rodzinnym stole, z ciekawą książką czy aktywnie na spacerze bądź wycieczce. Cieszcie się, uśmiechajcie, radujcie! A Zmartwychwstały Chrystus niech obdarza Was wszelkimi łaskami! ALLELUJA!